O wychowaniu: niemowlaka na sługę, a starszaka na przyjaciela.

Standardowy

Pamiętam, że gdy moja Córka pojawiła się na świecie, miałam już gdzieś z tyłu głowy ułożony plan, w jaki sposób chcę ją wychować i jakie wartości przekazać. Z biegiem czasu zderzyłam się z rzeczywistością (czytaj charakterem mojego dziecka :) ) i to zmusiło mnie do zweryfikowania mojego planu. Nie mniej jednak, od samego początku w moich poczynaniach wychowawczych towarzyszy mi dewiza, która jest odbiciem pewnego chińskiego przysłowia: „Do piętnastego roku dziecko traktuj jak sługę, a potem jak przyjaciela”.

Nie chodzi tu oczywiście o zrobienie z dziecka ‚sługi’ w sensie dosłownym – maszyny, która będzie wykonywała wyłącznie nasze polecenia i stosowała się do nakazów bądź zakazów. Pierwsza część tego powiedzenia odnosi się raczej do faktu, że przez pierwsze kilkanaście (a zwłaszcza pierwsze kilka) lat naszego dziecka, to my jako rodzice mamy ‚moc sprawczą’ by przekazać mu odpowiednie wzorce i zasady. 

Trzymanie się rytuałów i kreowanie powtarzalnych zwyczajów to rzeczy, które rodzice wdrażają w życie już w kontakcie z niemowlakiem. Pilnujemy przecież regularnych pór karmienia, drzemek, odpowiedniej temperatury kąpieli i tak dalej. Wprowadzamy w życie dziecka harmonogram dnia, czyli nic innego jak pewne reguły. A kiedy dziecko jest nieco starsze, ma rok czy dwa, automatycznie przechodzimy do wpajania mu bardziej zaawansowanych, a jednak prostych zasad: „nie dotykaj gorącego, bo się poparzysz”, „nie rzucaj zabawkami, bo się zniszczą” i tym podobne.

Boy crying in grocery cart.

Im dziecko jest starsze, co mogę potwierdzić jako rodzic niespełna 3 letniej istoty, cierpliwość, konsekwencja i stanowczość to trzy najważniejsze atrybuty, które pomagają nam kształtować w dziecku odpowiednie nawyki. To oczywiste, że żadne dziecko nie rodzi się wiedząc, co jest właściwe a co nie, dlatego im więcej zakazów bądź nakazów pojawia się na jego drodze, tym bardziej się buntuje. Próby wymuszenia czegokolwiek płaczem, krzykiem czy nawet agresją, to tylko część z możliwości małego człowieka. W takich sytuacjach poradniki radzą odwracać uwagę dziecka inną czynnością/zabawką/rozmową, ale z doświadczenia wiem, że nerw to nerw, a foch to foch i czasem trzeba pozwolić dziecku dać się wykrzyczeć. Wykrzyczeć, to oczywiście absolutnie nie znaczy ulegać.

Wpajając naszemu małemu „słudze” odpowiednie wzorce, nie możemy pominąć kwestii dobrych manier i podejmowania obowiązków. Dziecko musi wiedzieć, że jeśli mama mówi, że nie wolno podnosić ręki na nikogo, że nie wolno pluć czy gryźć, to dziecko musi być przekonane o naganności takich zachowań. Musi mieć świadomość, że jeśli zostanie skarcone za złe zachowanie, to nie znajdzie wsparcia na przykład u dziadków. Tu oczywiście, znów mówię z autopsji, bardzo ważna jest współpraca między rodzicami i dziadkami, zwłaszcza jeśli ci drudzy mają wpływ na wychowanie dziecka i wszelkie tworzenie przeciwnych ‚frontów’ jest wysoce niewskazane. Jeśli rodzice mówią nie, to obowiązkiem dziadków jest tę decyzję podtrzymywać!

dziecko obowiązek

W kwestii obowiązków natomiast jest często o tyle łatwiej, że taki dwu- czy trzylatek sam chętnie garnie się do pomagania w domu. Moja Córka bardzo chętnie wypakowuje zakupy, miesza w garnkach kiedy tata robi ciasto czy wyciąga pranie z kosza. Warto jednak pamiętać, że zlecając tak małemu dziecku jakiekolwiek zadania, musimy być bardzo konkretni. Przykładowo, określenie „posprzątaj pokój” jest zbyt abstrakcyjne. Dziecko nie rozumie, czego dokładnie oczekujemy – nasze ‚posprzątaj pokój’ to z pewnością wyższy level, dlatego lepiej jest skonkretyzować: „zbierz klocki do torby”, „odłóż lalki na półkę” itp. Wtedy dziecko wie, że kiedy to zrobi, zadanie będzie zakończone, a mama zadowolona. Nie można wtedy zapomnieć o pochwałach.

Druga część przysłowia mówi, że dopiero tak ukształtowany młody człowiek, który ma wpojone odpowiednie zasady i wzorce, jest nauczony szacunku i manier, może być przez nas traktowany jak równy z równym. Zgadzam się. Ale takie rzeczy jak miłość, poczucie bezpieczeństwa czy poświęcanie uwagi, to te odruchy, które powinniśmy okazywać dziecku od samego początku.

Sama nie raz łapię się na tym, że zbyt często używam zwrotów „zaraz” i „jestem zajęta”, zwłaszcza kiedy moje dziecko bawi się na podłodze u moich stóp i woła „Mamo, chodź”. Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że dziecko nie potrzebuje samej naszej fizycznej obecności, ale naszej uwagi i zaangażowaniaDzieci nie chcą być ignorowane, oczekują 100% naszej uwagi. Również, co chyba oczywiste, gesty miłości wobec dziecka są niezbędne. Przytulanie, głaskanie, noszenie, całowanie – wszystkie te odruchy utwierdzają malucha w przekonaniu, że nawet jeśli coś spsoci, to nadal jest kochany. Ta sama zasada dotyczy porównywania z innymi: „Adaś jest grzeczny, a ty nie”, „Jasio sika na nocnik, a ty nie” – to umniejsza samoocenę i sprawia, że dziecko czuje się gorsze, choć nie jest – jest tylko inne.

Podsumowując: wychowanie dziecka to najtrudniejsza i najbardziej skomplikowana praca, jaką podejmujemy w całym swoim życiu. Jednak bycie dobrym rodzicem nie polega na uleganiu zachciankom dziecka (zaspokajanie jego potrzeb to zupełnie coś innego), lecz na uświadomieniu mu co jest dobre, a co złe, na wyznaczeniu granic, przy jednoczesnym maksymalnie możliwym poświęceniu czasu, uwagi oraz nieustającym okazywaniu uczuć.

Dobre rady rozumiemy dopiero wtedy, gdy do nich dojrzejemy.

Standardowy

Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że sensowność rodzicielskich rad, zakazów czy nakazów dociera do dzieci dopiero, kiedy naprawdę dorosną. Dorosną, w sensie mentalnym. Dojrzeją. Kiedy masz lat piętnaście, krew buzuje, hormony szaleją i w swoim własnym mniemaniu jesteś człowiekiem „dorosłym” i odpowiedzialnym, za nic nie chcesz, by ktokolwiek stawiał ci jakiekolwiek granice, a rodzicielskie zakazy i nakazy niezależnie od argumentów są dla ciebie zdecydowanie przesadzone.

Nie pamiętam zbyt wiele z okresu dzieciństwa, tak do końca podstawówki w głowie mam wspomnieniową pustkę. Ale już czas gimnazjum przywodzi mi na myśl wiele różnych sytuacji, których sens i znaczenie dotarły do mnie
dopiero po przeszło dziesięciu latach. Sama nie do końca wiem, czy to kwestia upływu czasu czy fakt, że zostałam matką wpłynęły na moje postrzeganie tamtych spraw, nie mniej jednak wyobrażając sobie moją własną córkę w mojej skórze, dziś pewnie postępowałabym podobnie jak moja matka.

Prawdą jest też, że gdyby moja mama mnie znała, albo miała do mnie choć odrobinę więcej zaufania, wiedziałaby że mam w głowie wystarczającą ilość oleju, by nie napytać sobie biedy. A może i nie. Matki przecież zawsze zakładają
że wiedzą lepiej jak uchronić dziecko przed błędami, które znają najczęściej z własnego lub cudzego doświadczenia. A nawet jeśli nie, to i tak są w stanie przynajmniej wyobrazić sobie konsekwencje nastoletniego postępowania.

matka

Z doświadczenia mogę powiedzieć, że przeszło dziesięć lat temu, choć byłam z tych rozgarniętych i odpowiedzialnych, pewnych sytuacji przyczynowo-skutkowych nie byłabym w stanie ogarnąć i przewidzieć. Dlaczego mama miała opory bym balowała z dużo starszymi w sylwestra (miałam 15lat) do białego rana, więc mogłam tylko do 1? Czemu zakazała mi spotykać się z 7 lat starszym od siebie mężczyzną? Przecież nie musiało stać się nic złego. Przecież nic złego się nie stało.

Dlaczego? A no dlatego, że mama zabroniła. Że znała konsekwencje. Że dobrze radziła, choć sens tych rad dotarł i został zrozumiany dopiero po latach. Dlatego pamiętaj nastolatko – 13 latko, 16 latko – choć zdaje ci się, że znasz świat i jesteś dorosła to pamiętaj, że tak irytujący tekst „Mam więcej lat od ciebie/więcej doświadczenia/
więcej w życiu przeżyłam” to nic innego jak święta prawda, której odrzucenie może zniszczyć ci życie.

Dobre rady są naprawdę dobre dopiero wtedy, gdy dojrzejesz do tego by je zrozumieć.

Matka dwulatka czyli 10 najczęściej używanych zwrotów.

Standardowy

Kiedy w naszym domu pojawia się niemowlę, pojawiają się również schematy. Jak już ktoś mądry dawno temu ustalił, harmonogram dnia i powtarzalność zdarzeń umacnia w dziecku poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Również rodzicom powielanie pewnych czynności daje pewnosc siebie i umacnia ich samodzielność.

Ale jeśli Wasze dziecko odrosło już nieco od ziemi i jest nieco bardziej kumate, poza powtarzaniem pewnych zachowań rodzice łapią się na powtarzaniu wkoło podobnych sformułowań. Nie jestem pewna czy mają one ten sam wpływ na dziecko co utrwalone nawyki behawioralne, nie mniej jednak jestem przekonana, że u rodziców wywołują niepokojącą myśl pod tytułem „Gdzieś już to słyszałem”.
image

W związku z tym przedstawiam wam 10 najczęściej używanych sloganów w relacji rodzic – dwulatka:
1. „Nie.”
2. „Nie rusz tego.”
3. „Nie-ee-ee…”
4. „Odłóż to na miejsce.”
5. „Nie wchodź tam.”
6. „Nie!”
7. „Zejdź z tamtąd.”
8. „Wyjmij to z buzi.”
9. „Nie rób tego.”
10. „NIE.”

I jak, naszła Was już myśl pt. „Skądś to znam”? :)