NOWY ADRES BLOGA, czyli przenosiny :)

Standardowy

Moi Drodzy Czytelnicy,

Przyszedł ten dzień, kiedy moje własne blogowe M zrobiło się za ciasne, więc pora się przeprowadzić. Zapraszam wszystkich na parapetówkę pod nowym adresem bloga:


https://matkowac-nie-zwariowac.blogspot.com/

Do zobaczenia! :)

Agni

koniec

 

Na święta warto sobie odpuścić.

Standardowy

Pisałam ze dwa tygodnie temu o tym, że przed świętami ludzi dopada wariactwo i gorączka. Biegają w te i wewte, miotają się między sklepowymi półkami, pędzą by ze wszystkim zdążyć, piorą, gotują, sprzątają na potęgę i generalnie nie odpuszczają piątego biegu. Ja jednak, odkąd jestem u siebie, do wszystkiego podchodzę z dużo
większym dystansem. Moja hierarchia wartości nie rozpoczyna się od umytych okien, czy kafelków w łazience, a prędzej na nich kończy. Dlatego zdecydowanie polecam wszystkim przy okazji świąt małe przewartościowanie.

Zrobię wszystko sama
Każdego roku przemyka mi przez głowę myśl o zorganizowaniu Wigilii we własnych czterech kątach. W końcu nie będę musiała latać od jednych do drugich, by dwie godziny spędzić tu, a następne dwie tam, bo i tak nie zadowolę wszystkich. A i nie wiadomo jakby to wyszło, gdyby wszyscy razem zasiedli przy stole na 25 metrach kwadratowych. Może lepiej zostawić takie pomysły na moment w którym będę miała w końcu swój wymarzony dom.
Albo może lepiej dla pewności poczekam jeszcze na wnuki.

Nic na ostatnią chwilę
W gruncie rzeczy mogę powiedzieć, że i to założenie udało mi się zdecydowanie utrzymać. Na trzy dni do Wigilii, prezenty już mam dawno kupione, sprzątanie jako takie zakończyłam wczoraj, a jedyny wyłom nastąpił dziś, gdy wyskoczyliśmy do galerii handlowej bo mój mąż przeglądając swoją garderobę uświadomił sobie, że w zasadzie nie ma w co się ubrać (ha!). Ale on w ogóle jakoś mało przytomny, bo gdy po obiedzie orzekłam, że trzeba jeszcze popakować prezenty, ze złością zapytał „Jakie znowu prezenty?!”. :)

Perfekcjonizm do szuflady
Kilka razy zdarzyło mi się organizować imprezę rodzinną i zawsze lubiłam mieć wszystko dopięte na ostatni guzik; serwetki ułożone w jakiś wzorek, błyszczące sztućce, równo rozstawione talerze. Staram się, żeby było idealnie. Na szczęście o wiele łatwiej wyrzec się perfekcjonizmu, gdy to nie my jesteśmy organizatorami imprezy, czy chociażby świąt. Mój łańcuch nie jest jak od linijki, a bombki wiszą w miarę logiczny sposób. I nie interesuje mnie czy będzie 12 potraw na stole, czy będzie super czysto, czy kieliszki będą pasowały do wina. I obiecałam sobie, że chcę się „wtopić” w świąteczną atmosferę, że nie zdenerwują mnie rozrzucone wokół zabawki, ani żwirek wysypany z kociej kuwety (tym będzie kto inny się denerwował), bo wiem, że co innego ma być w te święta w centrum mojej uwagi. Jednak, żebym nie wyszła na przesadnie świętą, to powiem że perfekcyjnie będzie nasza trójka wyglądać w wigilijny wieczór, ale na tym koniec.

To, co najważniejsze
Mimo, że na końcu, to wcale nie ostatnie. Warto pamiętać, że w święta najważniejsze jest celebrowanie chwil, zwłaszcza tych wspólnych, uwiecznianie ich na zdjęciach, które będą kiedyś jedyną pamiątką dla naszych dzieci. I nawet gdy siedzimy przy stole obok kogoś za kim niespecjalnie przepadamy, warto zdobyć się choć na jeden uśmiech. I nie myśleć o tym, że ktoś dostał większy prezent, a ktoś mniejszy, że ktoś nam życzył tylko zdrowia i szczęścia, a my jemu jeszcze pieniędzy. Nie ma co się przejmować nieupranymi firankami, czy niedoprasowanym
obrusem. Ważniejsze jest to, by ten spędzony czas, był warty tego, by go wspominać.

I gdybym już przed świętami nic nie napisała, życzę Wam wszystkim wspólnych, Wesołych Świąt! 

swiatelka