NOWY ADRES BLOGA, czyli przenosiny :)

Standardowy

Moi Drodzy Czytelnicy,

Przyszedł ten dzień, kiedy moje własne blogowe M zrobiło się za ciasne, więc pora się przeprowadzić. Zapraszam wszystkich na parapetówkę pod nowym adresem bloga:


https://matkowac-nie-zwariowac.blogspot.com/

Do zobaczenia! :)

Agni

koniec

 

Wyprawka dla noworodka, czyli czego NIE KUPOWAĆ?

Standardowy

Chociaż internet pełen jest porad dotyczących tego, co powinno znaleźć się w wyprawce dla noworodka, to wciąż gdy raz na jakiś czas pojawiam się w okolicznej hurtowni z artykułami dziecięcymi i obserwuję jak przyszli rodzice w towarzystwie sprzedawczyń kompletują zestaw dla malucha, jestem zaskoczona że aż tak bardzo można dać się naciągnąć.

 

Newborn Must Haves

 

 

Doskonale pamięta wół jak cielęciem był, bo minęły niespełna trzy lata odkąd sami kupowaliśmy naszą pierwszą wyprawkę dostając przy tym zawrotów głowy (choć bardziej ze względu na ceny). Jednak zawrót głowy to jedno, a brak zdrowego rozsądku to drugie, dlatego postanowiłam stworzyć taką listę wyprawkową, która podpowie przyszłym rodzicom: Co w wyprawce dla noworodka wcale nie będzie potrzebne, a z kupnem czego należy się chwilę wstrzymać?

  • Zestaw kosmetyków od A do Z, najlepiej antyalergicznych i z wyższej półki. Kosmetyków dla dzieci jest mnóstwo i wcale nie trzeba od razu kupować tych antyalergicznych, czy dla atopowców, żeby nadawały się dla dziecka. Podobnie rzecz ma się z proszkami do prania.
  • Laktator / nebulizator / urządzenie do podgrzewania mleka itp. to rzeczy, które zdecydowanie można kupić dopiero po porodzie, bo na zdrowy rozum nie wiadomo przecież, czy w ogóle będą nam do czegoś potrzebne. Laktator przyda się dopiero przy problemach z pokarmem, nebulizator to temat na osobną notkę, podobnie jak podgrzewacz do mleka. Moim zdaniem proponowanie przez sprzedawców wszystkich tych sprzętów to wyłącznie zabieg marketingowy, a nie wybór faktycznie przydatnych rzeczy.
  • Z elektroniczną nianią sprawa ma się dość podobnie. Jeśli mamy naprawdę duże mieszkanie albo dom i będąc w kuchni możemy nie usłyszeć płaczącego w pokoju noworodka, to taki zakup ma sens. Kiedy jednak masz dwa pokoje z kuchnią albo boisz się, że w nocy nie usłyszysz malucha, to mogę Cię wyprowadzić z błędu już teraz – żaden radar ani sonar nie jest tak czuły, jak matczyne ucho na kwilenie dziecka. :)
  • Z kupowaniem chust i nosidełek też warto zaczekać. Po pierwsze z powodów czysto zdrowotnych – warto by kręgosłup dziecka nieco się usztywnił (czyli gdzieś od 3 miesiąca) – pominąwszy fakt czy noszenie samo w sobie jest zdrowe czy nie, a i to nie gwarantuje, że dziecko będzie chciało w tym przebywać. Moje pierwsze dziecko dało się ‚uwiesić’ w chuście raptem dwa razy i do tego raptem na kilkanaście minut, bo o wyjściu w tym stanie z domu nie było nawet mowy.
  • Przewijak, który jest na każdej możliwej liście wyprawkowej jako rzecz niezbędna, w moim odczuciu wcale taki niezbędny nie jest. Przy Córci kupiliśmy sobie dwie maty i dziecko było przewijane na łóżku, na kanapie, na zwykłej ceracie i nie uważam, żeby było to złym czy niewygodnym dla kogokolwiek rozwiązaniem. ;)
  • Poduszki do leżenia, karmienia itd. to również rzeczy, które wcale nie muszą nam się przydać. Dopiero po porodzie przecież wiemy, czy wygodnie nam karmić dziecko na siedząco, trzymając je na rękach, leżąc bokiem na łóżku czy może w jeszcze innej pozycji. Może się więc okazać, że droga (chociaż wyglądowo wdzięczna) poduszka do karmienia to wcale nie jest rzecz niezbędna.

Oczywistym jest, że nie jestem w stanie wypisać tu wszystkich gadżetów, które oferują sklepy z artykułami dziecięcymi, dlatego w dużej mierze przyszli rodzice muszą polegać na własnym rozsądku. Warto przed wybraniem się na zakupy zrobić lub wydrukować z internetu taką listę wyprawkową i na spokojnie ją przeanalizować, by później w sklepie nie dać się niepotrzebnie naciągnąć. Rodzice, którzy tak jak ja kompletują wyprawkę dla drugiego lub kolejnego dziecka mają trochę łatwiej, ale tak to w życiu jest że każdy musi się nauczyć na swoich błędach. Powodzenia! :)

Czego nie opłaca się robić przed porodem?

Standardowy

„Nigdy nie mów nigdy” – tak powtarzają ludzie i jest to jedno z bardzo niewielu powiedzonek, które każdego kiedyś w życiu dopadnie. Właśnie się przekonuję, że niepotrzebnie ‚obrażałam’ się na tematy macierzyńskie, bo z racji mojego stanu wracają do mnie jak bumerang i suma sumarum kolaż przemyśleń definiuje tematykę notki.

W internecie są miliardy stron – tematycznych, forów i innych – na których hasło „co robić przed porodem?” powielane i analizowane jest z każdej możliwej strony. Zmienić dietę, więcej odpoczywać, czytać fachową literaturę i tak dalej. Ale choćbyście szukali, ciężko będzie znaleźć artykuł mówiący o tym, czego w ciąży i przed porodem robić nie warto. Stworzyłam własną, niedługą listę i mimo, że temat ciąży przerabiam drugi raz i nie uważam się za eksperta sądzę, że niektóre punkty będą aż nadto trafione.

ginekolog

 

Ginekolog nie musi być pod ręką, niczym linia zaufania. Oczywiście bardzo istotne jest, by ciążę prowadził lekarz, którego podejście Ci odpowiada, któremu ufasz i nie boisz się zadawać nawet najgłupszych twoim zdaniem pytań, ale wcale nie musi być dla Ciebie pod telefonem 24/7. Wiem z doświadczenia, że może być tak, że w 5 czy 6 miesiącu dojdziesz do wniosku, że ginekolog do którego chodzisz był dobry, dopóki zakres jego obowiązków ograniczał się do wypisywania recept i zrobienia cytologii raz w roku, bo w przypadku prowadzenia ciąży jego podejście, empatia czy sposób przekazywania wiedzy mogą się okazać niewystarczające. Bądź co bądź, po to mamy lekarza prowadzącego, żeby nie musieć wyszukiwać „specjalistów” i „dobrych rad” w internecie  czy wypytywać koleżanki.

No właśnie. Z doświadczenia wiem, tak zwana ‚fachowa literatura’ wcale nie jest do szczęścia potrzebna podobnie jak szkoła rodzenia. W pierwszej ciąży nie przeczytałam nawet jednej zachwalanej choćby w śniadaniówkach pozycji, a słuchając koleżanek opowiadających o zajęciach w szkole rodzenia od razu odpuściłam temat i wcale nie czułam się niedouczona. Przyznaję, zdarzyło mi się przeglądać ulotki z najlepszymi pozycjami porodowymi i mieć kilka ‚fachowych’ książek w ręku, ale po ich przejrzeniu doszłam do wniosku, że albo macierzyństwo jest bardziej skomplikowane niż budowa rakiety kosmicznej albo wraz z urodzeniem się dziecka kobieta traci połowę szarych komórek. W tym punkcie pewnie część z Was się oburzy i ze mną nie zgodzi – opis ciąży tydzień po tygodniu czy podstawowych dolegliwości ciążowych, którymi niekoniecznie trzeba zawracać głowę lekarzowi – choćby to nadaje wartość ciążowym literaturom. Tu się nawet zgodzę i w związku z tym podsumowując napiszę, że potrzeba dokształcenia się lub nie, zależy głownie od tego, jak bardzo pewnie w macierzyństwie się czujesz.

Kolejny sprawdzony na sobie pogląd jest taki, że zdecydowanie nie warto słuchać opowieści z porodówki. Może powinnam to napisać jako punkt pierwszy i najważniejszy, ale bez względu na wszystko prawda jest taka, że wysłuchiwanie porodowych dreszczowców od koleżanek i po rodzinie może kobietę jedynie nastraszyć. Dla kobiety, zwłaszcza tej która rodzi po raz pierwszy, wysłuchiwanie o nacinaniu krocza, kleszczach, bólach porodowych, krwi dookoła i całej reszcie porodowego ‚bajzlu’ jest trochę jak przygotowywanie się do survivalu na pustyni z lwem za plecami. Ile by się nie nasłuchała, to i tak ją coś zaskoczy, a niepotrzebnie będzie się stresować. A prawda jest też taka, że inaczej postrzegamy poród w jego trakcie (pewnie dlatego w filmach kobiety biją mężczyzn albo mówią, że chcą umrzeć), a już inaczej godzinę, tydzień czy rok później. I nie, nie ma nic złego w byciu obeznanym z tematem – użycie słowa „przygotowany” byłoby tu zdecydowanie nadużyciem – ale nic na siłę. Na horrory chodźmy do kina, zamiast ich wysłuchiwać.

Jeśli chodzi o długą listę rzeczy do zrobienia, zbędą pozycją jest wyposażanie wyprawki w różnego rodzaju sprzęty. Innymi słowy nie ma potrzeby kupować sprzętów typu laktator, nebulizator i tym podobne dopóki nie okażą się potrzebne. Przed urodzeniem córki sama wyposażyłam się w laktator, który jak się potem okazało wcale nie był mi potrzebny – młoda ssała pierś, trzeba ją było nawet budzić na jedzenie, w związku z tym łatwiej było zaplanować wyjście i nie było potrzeby odciągać mleka. Nie dajmy się więc ogłupić reklamom, a kompletując wyprawkę w sklepie nie wpadajmy w szał zakupów – naprawdę 3/4 z tych rzeczy można kupić po porodzie i nawet mąż wysłany do sklepu solo da sobie z tym radę.

Podsumowując: zrobienie rozeznania w temacie zawsze będzie dobrym rozwiązaniem, jednak pewne rzeczy należy później ‚podzielić przez dwa’ i dopiero brać się do działania. I jeszcze jedno: przede wszystkim ciąża, poród i połóg to stany naturalne dla kobiet od początku świata, dlatego z pewnością nie warto z tego powodu wywracać swojego życia całkiem do góry nogami. :)