Hipokryzja społeczna, czyli może powinnam przestać udzielać się na forach. :)

Standardowy

Kiedy dwa lata temu byłam świeżo upieczoną mamą, a wszystko co z macierzyństwem związane było dla mnie nowe, ciekawe i naturalne, rozgorzała dyskusja o publicznym karmieniu piersią. Myślałam wtedy o tych porozwieszanych na szpitalnym korytarzu plakatach, nawołujących do karmienia piersią najdłużej jak się da, bo to „najlepsze co matka może dać dziecku”. Z drugiej strony czytałam i oglądałam w telewizji oburzone społeczeństwo, mówiące o goliźnie, obrzydliwych widokach przy jedzeniu itp. Napisałam wtedy notkę o „uwolnieniu cycków”, bo na tamten dzień uważałam i dziś nadal uważam, że (w granicach rozsądku) w publicznym karmieniu nie ma nic oburzającego. Nie raz w moim towarzystwie kobiety karmiły piersią, a i mnie osobiście zdarzyło się karmić publicznie tylko kilka razy. Śpieszę wyjaśnić, że wcale nie był to zabieg przemyślany – po prostu moje dziecko na początku bardziej wolało spać lub eksplorować świat niż jeść, więc spacer czy zakupy mogłam sobie zaplanować w takim czasie, żeby i dziecku i mnie było wygodnie.

Wszystko to przypomniało mi się teraz dlatego, że na wokandę w wiadomościach wieczornych powrócił temat matki, którą w gdańskiej restauracji odesłano w calu nakarmienia niemowlaka…do kibla. Celowo piszę tak obcesowo ‚do kibla‚ a nie ‚do łazienki’, żeby wskazać absurd tej sytuacji, chociaż jak dla mnie w tej sytuacji nazewnictwo ma najmniejsze znaczenie. I gdyby mnie ktoś zaproponował jedzenie w łazience, to też bym się popukała w czoło i czuła się oburzona, może też dyskryminowana. Gdybym była bezdzietnym akurat (bo tak w ogóle to już się nie da) gościem restauracji, weszła do toalety i zobaczyła siedzącą na WC kobietę karmiącą dziecko, sama z siebie zapytałabym managera czy takie standardy to u nich norma. Nie wspominając już o tym, że kultura jedzenia niektórych ludzi aż prosi się o to, by ich z talerzem wysłać do łazienki albo najlepiej od razu do chlewika, a jednak nikt tego nie robi.

Podobnie rzecz ma się z publikowaniem na portalach społecznościowych zdjęć uznanych za nazbyt intymne, prywatne, na przykład takich świeżo po porodzie. Pierwsze pytanie, jakie mi się nasuwa brzmi „Kiedy zdjęcie jest zbyt prywatne?”. Czy czyjś maluch na plaży, z gołym tyłkiem jest? Albo kobieta opalająca się topless na riwierze? Ludzie przecież pokazują wszystko. Co do zdjęć po porodzie, to nie mam tu na myśli zdjęć porodu nad rzeką, który to uwieczniła jakaś amerykańska ‚naturalistka’ (widać wiele, jeśli nie wszystko), a zdjęcie udostępnione przez męża jakiejś blogerki, na którym kobieta jest w koszulce, widać jej kawałek brzucha na którym właśnie położono nowo narodzonego maluszka (delikatnie brudnego) w towarzystwie fragmentu pępowiny. Pod takim zdjęciem właśnie dałam się wciągnąć w dyskusję.

„Obrzydliwe!”, „Ekshibicjonizm!”, „Nie mogę na to patrzeć!”

Tego rodzaju komentarze, które pojawiły się pod tym zdjęciem wywołały we mnie falę emocji. Pierwsze o czym pomyślałam – co za naród HIPOKRYTÓW mnie otacza. Ludzie bez skrępowania oglądający (i nieraz prezentujący) goliznę w różnych wydaniach, obcych dla siebie ludzie uprawiający seks w BigBrotherze, zjadanie robaków, wyciskanie pryszczy – TAK! wpisując na YT hasło „pryszcz” wyskakują filmiki mające pół miliona wyświetleń (WTF?!) – i tym podobne paskudztwa, od których moje (wytrzymałe dość) flaki przewracają się z lewej na prawą i na odwrót. TO ICH NIE OBRZYDZA! A mierzi ich widok nowo narodzonego dziecka i kawałka pępowiny! To zbyt intymne!

matki na forach

W przebłysku frustracji dociera do mnie, że może cała ta nagonka i nieracjonalne oburzenie są na pokaz i ja się tu niepotrzebnie podniecam. Albo może już tak nam się społeczeństwo wypaczyło, że to co jest normalne i naturalne od początku świata stało się tematem tabu, a wszelkie obrzydlistwa i dewiacje są powodem do dumy?

Potem sobie myślę, że może chodziło o rozgłos? A może był to po prostu odruch radości – w końcu złe informacje spływają zewsząd, dlaczego więc nie podzielić się czymś dla nas radosnym? Aż w końcu pomyślałam, co to będzie jak ktoś oburzony u znajomych na profilu zobaczy moje zdjęcie zaraz po porodzie (o ile takie wrzucę :P )? I właściwie czemu miałabym nie wrzucić, przecież tyle jest treści na fejsiku, że moje zdjęcie powinno przepaść w tym morzu „dobrobytu”. :P I co będzie, jak na wiosnę wyjdę na spacer i przyjdzie mi nakarmić dzieciaka w parku na ławce między babciami? A gdybym wpadła na szalony pomysł wyjść z dziećmi do ludzi?

Tak, bo zdecydowanie przez wzgląd na wypaczone poczucie ‚obrzydliwości’ nie zamierzam się zamknąć w domu na cztery spusty. :P :)

 

PS: It’s a boy! :)

2 przemyślenia na temat “Hipokryzja społeczna, czyli może powinnam przestać udzielać się na forach. :)

  1. Jestem starszym panem, którego takie fakty nie bulwersują. Jeśli gdzieś spotykałem matkę karmiącą dziecko, to czyniła to w tak dyskretny sposób, że nikogo to nie bulwersowało.
    Kobiety potrafią pogodzić potrzeby dziecka z wymogami otoczenia. Moja córka ma obecnie 4 miesięczne dziecko i u siebie w domu karmi w taki sposób abym nie widział zbyt wiele

  2. Poruszyłaś dużo kwestii, więc wybieram jedną, bo czas przedświąteczny ma swoje prawa. Ja w kwestii karmienia piersią w miejscach publicznych. Uważam, że matki powinny zadbać o intymność, usiąść z dzieckiem gdzieś z boku lub osłonić pierś tak, by dziecku było wygodnie, a inni nie musieli się w pierś matczyną wpatrywać. To się na pewno da zrobić. Zdarza się jednak, że mamy do czynienia ze swoistą prowokacją: mam prawo, więc z niego w pełni korzystam. Swoją drogą odsyłanie do łazienki nie jest dobrym pomysłem, ale wskazanie zacisznego kącika, fotela – uważam za jak najbardziej dobre rozwiązanie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>