Polska stolicą absurdów.

Standardowy

Im bardziej przyglądam się rzeczywistości w której przyszło mi funkcjonować tym bardziej mam wrażenie, że żyjemy w odmętach absurdu. Chociaż nie, powinnam powiedzieć raczej „w szambie pełnym absurdu”.  I nie myślcie sobie, że namiętnie śledzę portale informacyjne typu 24h, bo czasem by opluć z oburzenia telewizor wystarczy mi obejrzenie wieczornych wiadomości. I chwała tym, którzy są tak zabiegani, że telewizor odpalają tylko w weekend albo wcale, bo z pewnością są dużo zdrowsi na ciele i umyśle – czego im chyba najbardziej zazdroszczę.

Nie wiem jak w innych krajach, ale w naszym mam wrażenie jeden durny pomysł goni następny, bezmyślność goni bezmyślność, i tak dalej. Nie dawno naszemu zakręconemu i nieco już ogłupiałemu społeczeństwu przyszło się mocować z pomysłem wprowadzenia najdurniejszej i najbardziej krzywdzącej ustawy antyaborcyjnej. Oczywiście wiele było głosów, które mówiły że cała ta szopka to przykrywka dla wprowadzenia innej beznadziejnej ustawy, niszczącej naszą gospodarkę i rolnictwo. Odetchnęłam z ulgą kiedy ustawa antyaborcyjna została odrzucona, wmawiając sobie że w rządzących tli się jeszcze iskierka zdrowego rozsądku, kiedy na to miejsce wkroczył projekt, którego założeniem jest płacenie kobietom za urodzenie dziecka chorego, z gwałtu o ile urodzi się żywe.

gwalt

Przyznaję bez ogródek, że chwilami – ale tylko chwilami, bo z racji swego stanu nie mogę się denerwować – zastanawiam się, co za dureń wpadł na pomysł przekupienia obywateli, by zagłuszyć w nich ewentualne myśli o aborcji. W tym miejscu chcę wspomnieć, o rysunkach Andrzeja Milewskiego, znanego bardziej jako AndrzejRysuje, które oddają cały splendor temu szczytowi głupoty, jakim jest oferowanie zgwałconej dziewczynie 4000 zł jeśli urodzi gwałcicielowi dziecko. Co z tego, że może jest bardzo młoda? Co z tego, że przez 9 miesięcy będzie musiała znosić trudy ciąży? A co z kosztami, które generuje próba utrzymania takiego „małego mercedesa”? Z premedytacją używam tego sformułowania, bo jak ktoś kiedyś wyliczył – utrzymanie dziecka do 18 roku życia to koszt około 300 tysięcy złotych. A co z urodzeniem dziecka chorego? Co z opieką i kosztami jakie biorą na siebie rodzice podejmując walkę o wychowanie i leczenie takiego dziecka?!

zamach

Następnym, najmocniej rozdmuchanym wśród morza głupoty aspektem, jest kwestia ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej. Nic tak jak polityka nie wzdryga mnie i nie przyprawia o mdłości, trzeba Wam to wiedzieć. I można się opowiadać po którejkolwiek ze stron – był zamach, nie było, był wybuch nie było, to wina Tuska, albo nie – ale jednej rzeczy w całej tej popapranej sytuacji nie rozumiem: dlaczego nie dacie tym ludziom odpoczywać w spokoju?! Mój mąż mnie pyta: „A ty myślisz, że tym zmarłym robi różnicę czy ich wykopią czy nie?”. Jasne, martwym ciałom to bez różnicy. Ale już żywym, którzy muszą na to patrzeć tak obojętnie nie jest. Więc pytam, skoro 6 lat temu ten sam prokurator ekshumował i badał, to czemu dziś się namyślił zrobić to znowu? Jak mu wtedy Tusk zabronił, to niech to powie głośno – nie trzeba zmarłych (niektórych w kawałkach!) wyciągać z grobów. Ale już chyba nawet nie to mnie bulwersuje najbardziej. Bardziej wkurza mnie, że to sąd decyduje o cudzych bliskich, o tym czy się ich bardziej potnie, rozgrzebie ciała na pierwiastki itd. Rozumiem, prawo prawem, ale nie rozumiem takiego braku szacunku do rodzin i ludzi, którzy zginęli (zgnięli, nie polegli! – żeby było jasne..).

I można by rzec, że po co ja się bulwersuję – jestem zwykłą ‚Kowalską’, w drugiej ciąży. Powinnam się cieszyć, bo się (może, bo na Mazowszu już brakuje kasy) załapię na 500+ – tak Państwo o mnie zadba – i nie ważne jakim cudem dorobię się kolejnej 500 na to pierwsze dziecko, które też istnieje i wymaga. Jestem dzieckiem po gimnazjum, byłam w ostatniej klasie podstawówki gdy je wprowadzono – przeżyłam, jakoś tam się wyedukowałam, a zanim moje pociechy pójdą do szkoły, to się system jeszcze pięć razy zmieni. Nie mieszkam koło lasu więc jest szansa, że gdy wyjdę z dziećmi na spacer to nie trafi mnie w czaszkę strzał myśliwego, ani nikt nie będzie zamykał na te okoliczność wszystkich ścieżek rowerowych w okolicy. Samochód zza granicy już sprowadziłam, więc w nosie mam podatki i akcyzy, a gdy mi przyjdzie opłacić wyższe 8-krotnie OC, to pójdę najwyżej sprzedawać ciastka po domach.

Podsumowując, jak to stwierdził ostatnio mój mąż: „Wszyscy tak narzekają, że tyle złego się dzieje, ale ja tam nie odczuwam, żeby mnie ta dobra-zła zmiana jakoś dotykała personalnie”. Może i ma w tym słuszność, a ja się jak zwykle bulwersuję dla zasady. Boję się tylko, że jak nas te ‚dobre’ zmiany zaczną już personalnie dotykać, to się (za przeproszeniem) posramy wszyscy w gacie. Jakby nie było – „zły dotyk boli przez całe życie”.