Jak się NIE zabierać do wychowania dziecka.

Standardowy

Stwierdzam z niesmakiem, że praca źle wpływa na moje zdolności lingwistyczne oraz umiejętność wyrażania myśli. O ile na sporadyczność notek wpływa bardziej brak czasu, o tyle brak notek wpływa na ograniczenie mojego słowotwórstwa oraz zdolność wysławiania się. Myślałby kto, że mam deficyty w słowniku skoro czytam przynajmniej jedną czy dwie książki tygodniowo. Nie pomyślałam tylko, że 600 stronicowe opowieści z gatunku fantastyki
nijak się mają do sformułowania opowieści o macierzyństwie. I znów myślałby kto, bo przecież rodzicielstwo to też takie trochę science-fiction.

Ale do rzeczy.

Przyszło mi do głowy, że chciałabym obalić kilka mitów w kwestii obsługi niemowlaka. I pierwsze, co przyszło mi do głowy to „nie noś miesięcznego niemowlaka w pionie”. Tere-fere. Głównie moja teściowa zawodziła widząc naszą Córcię trzymaną w pionie a nie w poziomie. Pominąwszy fakt, że moje dziecko wcale nie przepadało za poziomą pozycją (poza chwilami przy cycu), to gdzieś się dużo później dowiedziałam, że pionizacja pomaga w przyspieszeniu procesu siadania a później chodzenia. Nie uważam, by moje dziecko było w tym pionierem, ale pokonywanie kolejnych etapów poszło jej całkiem sprawnie. I kręgosłup ma zdrowy, głowę też na miejscu. No popatrz, popatrz.

Kolejne z serii „nie rób tego swojemu dziecku” to wzbranianie się przed spaniem z niemowlakiem
w jednym łóżku. Pierwsze chyba dwa miesiące, spaliśmy z córką pomiędzy nami, co nie poskutkowało
przyduszeniem ale było zdecydowanie wygodniejsze podczas nocnego karmienia. I zdecydowanie dobrze
działało na moje emocje – bliskość maluszka, rodzinne ciepło, poczucie bliskości, miłość – śmiejcie
się, ale tak właśnie było. Potem córcia lądowała w swoim łóżeczku, a za jakiś czas wracała między
rodziców. Jest dobrze.

Następny zwrot to „telewizja przed skończeniem 2 roku życia jest zabroniona” – fakt, raczej nie wskazana,
ale jak to powiedziała okulistka na wizycie: takim małym dzieciom nie robi to żadnej różnicy. Dzieci patrzą w telewizor i dzięki temu skupiają wzrok, wyostrzają go… wykształcają? Jakoś tak. Tak czy inaczej moja córka patrzy na telewizor raczej z powodu ruchomych obrazków niż z powodu zainteresowania treścią.

„Nie dawaj dziecku poniżej roku owoców, serków, lodów, etc. etc.”, a najlepiej tylko na przysłowiowym chlebie i wodzie niech funkcjonuje. Bo sama fotosynteza może nie wystarczyć. Kwestia żywienia jest bardzo sporna, o czym się przekonałam kiedyś podczas tyrady swojej szwagierki, skwitowanej moim krótkim: „Niech każdy się
zajmie swoimi dziećmi”. Spieszę poinformować, że nie jestem zwolennikiem fast foodów i przetworzonego jedzenia,
ale od zjedzenia czekolady czy frytek raz na jakiś czas, jeszcze nikt nie umarł. Na przypieczętowanie moich teorii przychodzi mi na myśl stwierdzenie, że za moich czasów dzieci jadły wszystko jak leci i były zdrowe, wcale nie otyłe i generalnie nikt się nie przejmował takimi głupotami. Do wszystkiego trzeba podchodzić z rozsądkiem.

Chętnie bym przytoczyła jeszcze kilka przykładów, ale moje kochane dziecię domaga się matczynej uwagi, a styrany
mąż i tak już ostatkiem sił się na nogach trzyma. Może następną notkę napisze o tym, jak to matka polka niezastąpiona jest i w każdej sytuacji da radę.

dzieko

12 przemyśleń na temat “Jak się NIE zabierać do wychowania dziecka.

  1. ~Adja

    Zgadzam sie z wiekszoscia mitow ktore obalasz na twoim blogu, z wyjatkiem jednego- ogladania telewizji.Naukowcy juz od kilku lat sie zgadzaja w tym ze dzisiejszy obraz w telewizji oferuje bardzo duza ilosc bodzcow przez bardzo szybko zmieniajace sie klatki filmowe.Jesli poczytasz wyniki badan to dowiesz sie ze mozg malego dziecka nie jest przystosowany do tak intesywnej stumulacji! Tzn nie jest to wskazane dla mlodego rozwiajacego sie mozgu!

  2. ~Aga

    I dlatego bardzo sobie chwalę fakt mieszkania 1000 km od najbliższej rodziny, czyt. babć, cioc i innych Wszystko-Wiedzących-Lepiej-Matek ;)

  3. ~babcia

    Tak to już jest , że każde pokolenie neguje doświadczenie pokolenia poprzedniego. Swoje dzieci wychowałam sama będąc głucha na porady mamy z zawodu położnej. Teraz jestem babcią i gdy synowa pyta -mówię zrobisz to najlepiej słuchaj intuicji i lekarza.
    Ale irytują mnie młodzi z tymi rogalami do karmienia rękawiczkami nie drapkami i tym podobnymi pierdołami bez których można się obejść,powiedziałbym że większość z tych rzeczy jest niepotrzebna, a młodzi dają robić się w trąbę przez producentów i reklamodawców.Wygodnictwo i pęd za modą drogie mamy jest kosztowne. Rozsądku życzy babcia. Niech Wam zdrowo rosną.

  4. ~paproch

    …trudno obalić „mity” stosując tak nędzną argumentację obnażającą pewne myślowe ograniczenia…
    Życzę samych sukcesów w zdobywaniu wiedzy poprzez czytanie, obserwację i wyciąganie właściwych wniosków.

  5. Też przyszło mi usłyszeć kilka „dobrych rad” , każdą kwitowałam – „To przyjdź i pokaż mi przez kilka dni jak się to robi” – moment radzących ubyło, a my do dnia dzisiejszego jakoś funkcjonujemy;)

  6. Już nawet nie pamiętam, ile przestróg ja sama słyszałam zaraz po urodzenia maleństwa… Ale jakoś tak raczej jednym uchem wpuszczałam, drugim wypuszczałam, i działałam intuicyjnie. I chyba to wyszło nam na dobre, bo póki co moje półtoraroczne dziecko nie ma żadnych schorzeń/wad/defektów… Każda matka najlepiej wie, co jest dobre dla jej dziecka i nie ma co się przejmować jęczeniem babć/teściowych/ciotek i innych postronnych…
    Pozdrawiam :)

  7. Akurat jestem w trakcie czytania książek na ten temat. Każdy wymieniony przez Ciebie sposób jest właśnie opisywany: „KATEGORYCZNIE NIE”, a jednak blogi uczą. A przynajmniej dają możliwość poznania niektórych faktów z drugiej strony.

  8. Obalanie mitów może przynieść ataki matek obstających przy tradycyjnym podejściu do opieki nad niemowlakiem. Te wszystkie przestrogi skądś się przecież brały. Wielopokoleniowe rodziny posiadały bogate doświadczenia i uzupełniały się w obowiązkach.
    Dużo zdrowia życzę

  9. Ba! Mój syn za dwa dni kończy trzeci miesiąc i do teraz się zdarza, że słyszę „on jest za mały na takie trzymanie”! A najbardziej mnie dobija to jak niemowlak podnosi głowę, a ktoś obok-”aaaa on jest za mały, on tak nie może, jemu to zaszkodzi!” No to może jako matka powinnam o niego zadbać i przywiązać mu kijek wzdłuż kręgosłupa, żeby czasem głowy nie podnosił! :)

  10. ~passionatka

    Ojjj… jest tyle mitów, które wypadałoby obalić :) Zwłaszcza jeśli chodzi o podejście mam z dawnych czasów, kiedy to dziecię na długie miesiące nosiło się w betach i najlepiej, żeby nogą, ręką nie ruszyło. Ubierało się również na cebulkę, tak że bidulkom tylko kawałek noska wystawał, żeby powietrza od czasu do czasu zaczerpnąć :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>