Ostatni dzień tych wakacji.

Standardowy

Wakacje niechybnie dobiegają końca. Pamiętam, że jako dzieciak w wieku szkolnym ostatnie dni wakacji
spędzaliśmy z bratem najczęściej na kompletowaniu zeszytów i przyborów szkolnych. Jeździliśmy z rodzicami
do marketu i wywoziliśmy cały wózek różnych przedmiotów. W zeszłym roku koniec wakacji nie zrobił na mnie większego wrażenia, bo jako matka powiedzmy „na macierzyńskim” miałam (że tak to przewrotnie ujmę) „całoroczne wakacje”. W tym roku jednak, zapewne z powodu braku urlopu (i braku wizji na urlop) ostatni dzień wakacji tak jakby mnie boli. Dlatego wymyśliłam, że napiszę notkę o fajnych miejscach do odwiedzenia. Podzielę więc umownie Polskę na cztery części i oto moi ulubieńcy:

1. Wilczy Szaniec – region Mazury, powiedziałabym że mój ulubiony ale jako przysłowiowy „Jasio Wędrowniczek” chyba każdy region z lasami i wodą będzie moim ulubionym; wszystko lepsze niż miasto. Wracając jednak do atrakcji. Wilczy Szaniec, albo jak niektórzy mówią „Kwatera Hitlera” to kompleks budynków, w przeważającej części bunkrów, z okresu drugiej wojny światowej. Mówta co chceta, byłam tam chyba z 4 razy i za każdym cała otoczka: las, budynki i ich historia, przyprawiały mnie o gęsią skórkę. Trzeba to zobaczyć, bo robi wrażenie.

wilczy szaniec

2. Szymbark – a dokładniej Centrum Edukacji i Promocji Regionu na Kaszubach ze słynnym
Domem na Głowie. Przejście wszystkich elementów na trasie edukacyjnej zajmuje ok. 3 godzin, ale warto je poświęcić. Można wejść do schronu podziemnego i usłyszeć to, co słyszeli ukrywający się w czasie wojny żołnierze – huk wybuchów, strzałów i syren. Można zobaczyć pociąg, którym wywożono naszych rodaków na Sybir – mimo, że ma swoje lata, prezentuje się bardzo okazale. No i wśród wielu jeszcze innych atrakcji – Dom na głowie – czyli zaburzenia błędnika gwarantowane.

szymbark
3. Kopalnia złota w Złotym Stoku – byłam tam pilotując wycieczkę i choć kopalnia traktowana jest jako atrakcja raczej dla młodszych ludzi, to muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem. Trochę historii, trochę zlota, kościotrup wyskakujący ze ściany i przejazd podziemną kolejką. Niby nic, ale mnie do szczęscia nie potrzeba wiele. :)

złoty stok

4. Tatry. Tak, wiele jest atrakcji w tej umownej, „czwartej” części Polski według
mojego podziału, jednak nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, jak góry. Pierwszy
raz byłam tam zimą, potem latem i znów, i za każdym razem oddychałam pełną piersią
i chłonęłam widoki, które były mi znane. Wspinałam się na Kasprowy, zmagając się z samą
sobą i swoim ciałem, podziwiałam głębię Morskiego Oka, które dla wielu turystów jest tylko
kolejnym punktem do zaliczenia. Góry przywodzą mi na myśl władzę i potęgę. Ale nie potęgę
człowieka, ani natury. Potęgę Boga. Jak to mówił nasz papież: „Góry są jakby bliżej Boga”.

giewont

I na koniec odnośnie ostatniego dnia wakacji wpadła mi do głowy piosenka pt. „Goniąc Kormorany”, której melodię nauczyłam się grać na gitarze jako jedną z pierwszych, kiedy to wraz z rodzicami byliśmy na urlopie nad jeziorem… Enjoy :)

Macierzyństwo i zmiany.

Standardowy

Jeśli nadal na tym świecie istnieją kobiety, które żyją w przekonaniu, że ciąża nie zmienia człowieka, to najwyższy już czas, żeby trochę zweryfikowały swoje poglądy. Mądrzę się teraz, ale przed ciążą też prychałam z niedowierzaniem, bo przecież jestem jaka jestem, wiem jaka jestem, za to kompletnie nie wiedziałam czemu ciąża i poród miałyby mnie zmienić. Ha!

1. Nadal są takie dni, kiedy budzę się i rozglądając po mieszkaniu stwierdzam radośnie: ”O matko, jaki tu burdel”. Sprzątam czasem 2-3 razy w tygodniu, ale to i tak nic nie zmienia. Kurz zalega na wszystkim, kocie futro turla się po podłodze jak suche patyki po pustyni w amerykańskim westernie. Ach! Jeszcze zabawki i ich właścicielka. To wyjaśnia wszystko. No i mam na kogo zwalić.

2. Widzę więcej przeszkód w realizacji pewnych zadań (co nie znaczy, że całkiem rezygnuję z ich realizacji). Na przykład nauka jazdy autem w automacie: skoro mąż już zorganizował auto, to trzeba wrócić do domu na dwa, przełożyć fotelik i zapakować do niego Córcię, znaleźć jakieś odludne miejsce
w którym na pewno nie wywołam tzw. katastrofy w ruchu lądowym, zrealizować „lekcję jazdy” po czym wrócić do domu, pojechać do punktu A na dwa samochody by zwrócić auto pożyczone, wrócić swoim do domu. Po co to wszystko skoro samochód mamy w manualu?

3. Bywam mniej spontaniczna niż przed stanem pt. „posiadam dziecko”. Zamiast wsiąść na motocykl i ruszyć na roadtrip do Kazimierza, moja spontaniczność kończy się na wyskoczeniu do rodziców na obiad przy niedzieli i to wtedy gdy dojdę do wniosku, że robienie obiadu mnie przerosło. Pełen spontan.

4. Przewartościowałam swoje relacje ze znajomymi. Nie zabiegam już o to, żeby ktoś mnie odwiedzał albo żebym ja się pchała do spotykania. Choć brzmi to…dziwnie, podstawową wiedzę mam z fejsa, od czasu do czasu wymieniam z bliższymi znajomymi kilka zdań i to musi wystarczyć. A kiedy w końcu
ma dojść do jakiegoś spotkania, to moi znajomi wybierają takie godziny, w których ja po uśpieniu Córci sama marzę jedynie o łóżku.

5. Przestałam się przejmować cudzym gadaniem, niezależnie od tego, czego ono dotyczy. Nie żebym wcześniej się przejmowała zbyt mocno… Mam na cudze opinie taką specjalną dziurkę.. If U know what I mean… :D

6. Nie bardzo mam możliwość zrobić coś dla siebie w 100%. Tak jak teraz, kiedy Córcia domaga się by ją utulić do snu.. .:)

O nagości w wersji light.

Standardowy

Przyznaję się bez bicia, że kiedy pewnego letniego dnia, dostrzegłam sąsiadkę 60+  opalającą sie na balkonie (chyba!) topless, wzdrygnęłam się z niesmakiem, ale i szybko o tym zapomniałam. Sama w gruncie rzeczy wyskakuję w kostiumie kąpielowym na balkon i korzystam z wielkości i ulokowania mojego balkonu po słonecznej stronie. I kiedy mąż czasem sapnie, że spacerujący na dole ludzie mogą mnie zobaczyć, nie bardzo mnie to wzrusza. Jest jednak pewien widok, który choć już mi się zdecydowanie „opatrzył”, to nadal wywołuje też sprzeczne emocje. A mianowicie nagie dzieci na plaży.

Nad mazurskim jeziorem przez cały weekend miałam okazję obserwować gołe pupki i pupy hasające po plaży i w wodzie. Dzieciaki od zera do 8-10 lat bezwstydnie i bezwiednie, w sumie jak to dzieci, bawią się, nie zważając zupełnie na swój wygląd i na emocje, które mogą tym wyglądem wywołać.

Czy to głupota rodziców? Rozwiązłość, niefrasobliwość? Może ignorancja lub nieświadomość? A może to po prostu przesada? Że w małych, niewinnych dzieciach doszukujemy się podtekstów erotycznych tylko dlatego, że biegają po plaży roznegliżowane? W końcu to nie ma różnicy, czy to nagi łokieć, czy pupa, czy uwypuklający się u dziesięciolatki biust? Eeee…

Tak, należy przede wszystkim pamiętać, że kilkuletnie maluchy rozbierają się (albo są rozbierane przez rodziców) dla wygody, z powodu gorąca, a nie po to by kusić zboczeńców. Z drugiej jednak strony, co z intymnością takiego dziecka? W końcu tak czy siak, przyjdzie taki dzień, że dziecko zacznie się wstydzić swojej nagości, a mimo to „kierowane” przez rodziców będzie musiało paradować po plaży w pełnym negliżu. Po drugie, warto jednak mieć na uwadze pewne społeczne normy ogólnie przyjęte w naszym kraju. To, że w Szwecji do sauny wchodzą nago dzieci i dorośli, jak leci, nie znaczy, że w Polsce wypada biegać na golasa po plaży (do tego nie przeznaczonej), niezależnie ile ma się lat.

Czytałam gdzieś komentarz, że niektórych śmieszy roczniak paradujący po plaży w dwuczęściowym kostiumie kąpielowym, ja jednak uważam, że nie ma w tym nic śmiesznego. Dzieci można „ubrać” stosownie do sytuacji i warunków (skoro facet wytrzymuje w slipach a kobiety w bikini to i dziecko wytrzyma w upale). Kostiumy są w rozmiarach od 56 nawet (na niemowlaczka) więc spokojnie można ubrać i roczniaka (jak moja Córcia) jak i kilkulatka, by zapewnić mu możliwość zabawy i relaksu w sposób wygodny i „godny” (wiem, ze to zbyt wyniosłe słowo). Wyjątek mogą stanowić kilkumiesięczne niemowlaki, które przebywają zwykle w cieniu, w wózku.

Czego by nie mówił, myślę że wszystko powinno opierać się na rozsądku, a nie chodzeniu na łatwiznę. Po co mam wystawiać swoje nagie dziecko na cudze spojrzenia (to się tyczy również wrzucania zdjęć małych golasów, np. na Fejsa!) albo co gorsza usłyszeć potem w wiadomościach, że policja złapała mężczyznę, który na plaży w Sopocie robił zdjęcia nagim dzieciom.

 

Jak to mówi moja matka: myślenie ma kolosalną przyszłość. Zwłaszcza myślenie w przód.