Ich troje, czyli cała prawda o związku i dziecku.

Standardowy

Muszę się przyznać, że przed zajściem w ciążę byłam święcie przekonana, że mojego związku
nic nie ruszy. Będąc w ciąży, choć widzialam u mojego męża i obawę i radość na myśl o
dziecku, wciąż żyłam w świętym przekonaniu (czyt. naiwniactwie), że skoro zaufanie jest,
miłość jest i wsparcie też, to jeden mały człowiek więcej nie zrobi nam żadnej różnicy.
Tak, można się już śmiać. Po tym wszystkim przyszła rzeczywistość.

Twoja druga połówka przestaje być numerem jeden. Co by nie mówił i jak nie kombinował,
matka jest dziecku niezbędna 24/7 i zajmuje ono centralne miejsce na matczynej orbicie. Matka
zna przecież malucha najlepiej, najlepiej odczytuje emocje i realizuje potrzeby. I niestety na te wszystkie obowiązki kobieta musi znaleźć czas, kosztem oczywiście swojego mężczyzny.
Nie ma lekko, facet – ojciec, musi się z tym faktem pogodzić i zamiast robić żonie wyrzuty,
uzbroić się w cierpliwość.

A najlepiej jeszcze pomóc. Bo czasem mężczyźni sprawiają wrażenie ciężko zszokowanych, gdy się im podstawi pieluszkę do zmiany, albo butelkę do nakarmienia. Przecież to też jego
dziecko, więc na upartego to nawet nie pomoc tylko po prostu rodzicielstwo, które mężczyzn -ojców też dotyczy. Jedni robią to z poczucia obowiązku, inni dla świętego spokoju. Jakby nie było w rodzicielstwie też jest równouprawnienie.

Po urodzeniu dziecka czekałam codziennie na męża z utęsknieniem. Wstyd się przyznać, ale nie z tej tęsknoty (choć trochę też), ale ze świadomości, że oto moja „warta” przy dziecku się
skończy (albo przynajmniej mąż nieco mnie odciąży). I wściekałam się gdy się choć trochę
spóźniał,bo ograniczał mój czas wolny, ale byłam mu szalenie wdzięczna, gdy przy sobocie
zabierał Córcię do drugiego pokoju bym mogła trochę pospać. Albo po prostu odpocząć od dziecka. Tak, nie jestem wyrodną matką, a mimo to czasem chcę odpocząć od kochanego malucha.

Jeśli przed ciążą kochaliście się często, to wyjątkowo trudno jest zwykle mężczyznom zrozumieć, że dla świeżo upieczonej matki od ekscesów w nocy bardziej liczy się romans z poduszką i kołdrą. Zwłaszcza gdy tego romansu nie przerywają nocne pobudki na karmienie czy zmianę pieluchy. W końcu jak donoszą naukowcy, tylko nieprzerwany sen pozwala na prawdziwą regenerację. A przy dziecku jak wiadomo regeneracja przydałaby się podwójna. Albo potrójna.

Napisałabym „najlepsze zostawiłam na koniec”, ale właściwsze będzie „najgorsze” lub „najgłupsze”, czyli niekończąca się licytacja pt. „kto ma gorzej”. Czy mąż, bo cały dzień w robocie, ma urwanie głowy, ciąży na nim obowiązek utrzymania rodziny, czy ja matka, bo cały dzień jestem z wymagającym niemowlakiem, nie śpię, nie mam czasu na jedzenie i ogólnie mam gorzej? Cóż, niewyspanie, brak czasu na relaks, etc. etc. sprawiają, że zamiast szukać rozwiązań i cieszyć się nawet wspólnymi 5 minutami, czy buziakiem w przelocie, marnujemy czas na wzajemne pretensje i utyskiwanie. Co gorsza,jak się okazuje, to nie związek zmienia się sam z siebie, a miłość nie wyparowuje wraz z urodzeniem się dziecka. To my się zmieniamy.

59 przemyśleń na temat “Ich troje, czyli cała prawda o związku i dziecku.

  1. ~k.

    Mamy 4miesiecznego synka. Na poczatku – przez ok. miesiąc maz był bardzo pomocny, wyrozumiały i wdzięczny mi za poświęcenie. Potem czar prysnal. Przestal pomagać, w domu muszę zajmować się nie tylko małym ale i sprzatac po mężu.. Juz mi prawie w niczym nie pomaga, tylko 2 x w miesiacu poodkurza… Często się klocimy, bo się buntuje. Niestety czuje jak oddalamy się. Sex praktycznie nie istnieje. Jesteśmy ze sobą 9 lat i nigdy bym nie przypuszczała ze tak będzie wyglądała nasza przyszłość.Do tego czesto mnie krytykuje, podważa moje zdanie, robi wszystko po swojemu, czasem nawet obraza. Uslyszalam tez ze „nic takiego nie robię” bo kiedyś wytknelam mu ze wogle juz mi nie pomaga.. Zawsze chciałam mieć kilkoro dzieci, ale w tej sytuacji chyba nie dam sobie rady..

    • Agni

      Fakt, czasem bywa niełatwo. Ale nie daj się sterroryzować. Usiądź z mężem i zapytaj go jak się czuje, jakie odczuwa emocje w związku z waszymi relacjami obecnie. Potem powiedz o swoich. Dla facetów odstawienie „na drugi tor” czasem jest przeszkodą nie do przeskoczenia i trzeba sobie jakoś z tym poradzić jeśli ludziom na sobie zależy. Pretensje nic nie pomogą. Życzę Ci powodzenia.

  2. ~Ella

    Sama prawda… Nasze dziecko ma 4 miesiące a ja właśnie się dowiedziałam, że mój mąż mnie zdradza. Można powiedzieć klasyka. Kurcze, najgorsze jest to, że ze wszystkich sił próbowałam temu zapobiec: wyglądam lepiej niż przed ciążą, dom i dziecko zadbane, codziennie obiadek jak mąż wracał z pracy a i z kochaniem się tak źle nie było.. Naprawdę wydawało mi się, że jest bardzo dobrze a tu JEB. Zupełnie nie rozumiem dlaczego.. Czy naprawdę sprawdza się powiedzenie, że mężczyźni kochają zołzy..?

  3. U nas było inaczej. Byłam z tym wszystkim sama bo narzeczony pracuje za granicą. Jak przyjeżdzał to pierwsza myśl:” W kńcu gdzieś wyjdę”. Ale wcale tak nie było. Skończyły sie wspolne wyjścia do znajomych, czasem były zakupy bez małego ale tylko czasem. Półtora roku zycia małego było dla mnie udręką. I mimo że nie wyobrażam sobie życia bez tego mojego małego łobuza to jednak czułam się samotna i zła. Byłam z tym wszystkim sama. Młody do 7 miesiąca zycia potrafił się budzić po 10 razy w nocy i wstać do tego o 5 rano. Dużo było kłótni bo ja chciałam wyjść do ludzi a nie cały czas siedzieć w domu on za to wolał siedzieć w domu. I mimo żę duzo się zmieniło to od kiedy mały się urodził nidzie razem tylko we dwoje nie wyszliśmy :/( mały ma 2 lata) Szczerze mówiąc tak bardzo mi było z tym wszystkim ciężko żę nie wyobrażam sobie zajść w ciąże poraz kolejny :/

  4. ~mika

    No ja muszę przyznać, że boję się tego co czytam. Jeszcze nie mamy dzieci z mężem ale planujemy mieć. Tylko że to wyglada na chwile obecną tak, że on „chce” dziecko a ja „mogłabym mieć ale nie jestem gotowa”. Jemu łatwo powiedzieć bo ruszy w nocy bioderkami dwa razy i to wszystko. A potem to ja będę przez 9 miesięcy walczyć z rosnącym brzuchem, bolącymi nogami, napadami gorąca i zimna, pewnie wczesną laktacją, potem z porodem a potem zostanę ze zwisającym brzuchem i… dzieckiem. Bo przecież matki są od tego. Niby ustalamy że razem będziemy wszystko robić, ale jak przychodzi co do czego to „on pracuje a ja leżę więc mogłabym zrobić to i tamto” (pracuję 3-5 dni w tyg po 12 h). Nie chciałabym by po porodzie okazało się że ja „siedzę w domu jak hrabianka i tylko pilnuję dziecka” więc on nie musi mi pomagać. Mój mąż na szczęście pracuje zdalnie więc byłby w domu, ale widzę, że się wścieka kiedy go o coś prosze gdy siedzi przy biurku. Jak pracuję po trzy dni pod rząd po 12 godzin to zdarza się że naczynia są nieumyte, z kosza się przewala, jego ciuchy na fotelu tworzą sporą górę. On pracuje zdalnie po 8 godzin, i jak przychodzę to leży na sofie bo on „dopiero co się położył”- co nie jest prawdą, bo on prace konczy 17-18. Wracam o 21 i musze umyć w końcu te naczynia, wynieść śmieci. Nieważne że on miał na to czas i mógł wynieśc śmieci jak szedł np do sklepu po południu. Jak rozmawiamy o dziecku no to przecież będzie super, będzie mi pomagał i te pe. Ale jak właśnie chcę by zmierzył się z zadaniami takimi „codziennymi” to jest często problem. i obawiam się, że przy dziecku będzie podobnie. Dlatego czuję, że nie jestem gotowa na dziecko. Nie dałabym rady, psychicznie chyba bym wysiadła.

    • Agni

      To jeśli twój mąż tak się zachowuje to wybacz ale nic nie zapowiada tego że po urodzeniu dziecka się zmieni. Jeśli problemem jest dla niego zmycie talerza czy wyniesienie śmieci to dwa razy się zastanów czy chcesz sobie dokładać obowiązków z dzieckiem. Albo przeprowadz z mężem poważna rozmowe…

  5. ~wwwww

    Mężczyźni ciągle chcą byc pępkiem świata czyt. małżeństwa. Tylko ich potrzeby się liczą, tylko oni są zmęczeni po pracy i ważne są tylko ich uczucia. Powiem wam jak to u mnie było. Gdy mój malec miał 1,5 roku ( drugi syn jest sporo starszy) poszłam do pracy na 3 zmiany. Pracowałam przez 6 dni w tyg. wiec nocek tez 6 pod rząd było. Wracałam o 6.15 rano, teściowa wychodziła ,a mały budził się o 7.00 – więc nici ze spania. Musiałam czekać do 18.00 aż teściowa znów się pojawi bym choć 3 godz (ale z reguły było mniej) mogła się zdrzemnąć przed wyjazdem do pracy czyli o 21.30. tak więc spałam po 3 -4 godz. na dobę przez 6 dni! A w domu mnóstwo pracy. Sprzątanie, pranie, gotowanie i zakupy. A to z małym na spacer, do lekarza gdy chory itp. Tymczasem mąż pojawiał się w domu w weekendy (taką ma pracę) i tylko myślał o odpoczynku, bo on tak cięzko pracuje i taki zmęczony. Cud jak małego wykąpał (a raczej pomógł) i chwilkę się z nim pobawił. Ja ani przez chwilę nie odpoczywałam wracałam z pracy prosto do dzieci. Nie było mowy o położeniu się na chwilkę , odsapnięciu po ciężkiej pracy czy choćby relaksie przy kawie (nawet teraz gdy to pisze mały mi przeszkadza). Zazdroszczę paniom, którym mężowie pomagają, bo to są prawdziwe wyjątki.

  6. ~Ola

    Oj niestety sama prawda. Dziecko to niestety więcej kłótni. Na szczęście my dość szybko doszliśmy do tego, że te kłótnie wynikają z naszego zmęczenia i choć sprzeczki nie znikają to przykre słowa szybko puszczamy w niepamięć i bierzemy poprawkę na to, że to wynik naszej frustracji, a nie wzajemna niechęć. Na szczęście u nas dzieci nie spowodowały obumarcia strefy sexu. Kochamy się tak samo często jak na początku związku, a po porodach (dwójka dzieci) ja sama nie mogłam doczekać się końca celibatu, a jak zdarzy nam się tydzień „posuchy” to staramy się szybko nadrobić zaległości ;) Sex to najlepsza odskocznia od zmęczenia, frustracji i codzienności.

  7. ~anna

    z tym płaczem dziecka, gdy rodzice zaczynaja się kochać jest wiele prawdy- u niemowlęcia włącza się coś w rodzaju ewolucyjnie uwarunkowanego instynktu przetrwania- niemowlęta nerwowo reaguja na odgłosy czułości seksualnej rodziców- to ma ich chronić przed ewentualną konkurencją (dopuszczeniem do drugiej ciąży, w którą zaangażowani byliby rodzice-jak wiemy młodsze dziecko zabiera więcej zasobów/uwagi)
    mieliśmy to omawiane na fizjologii faktycznie bardzo ciekawe zjawisko
    czytam was i sie przerażam-jestem w pierwszej ciąży, 9 miesiąc..aż tak źle będzie?:(

    • ~Ola

      Tak, będzie aż tak źle ;) Na szczęście tylko pod względem zmęczenia, ale jest na to dobre lekarstwo- odpuścić. Dom nie musi być idealnie wysprzątany, prasowanie może zaczekać do jutra, obiad w kryzysowej sytuacji można zamówić (ja zawsze mam też żelazny zapas w zamrażalniku- gulasz, sos pomidorowy itp zrobionę w ilości hurtowej na gorszy dzień) no i najważniejsze jak dziecko w ciągu dnia ma drzemkę to mama powinna iść w jego ślady :) Zbawiennie na moje zmęczenie wpływają również same dzieci- ich uśmiech potrafi wynagrodzić wiele- trzeba tylko umieć docenić wszystkie te małe-wielkie rzeczy jak np. tupot małych nóżek, drobne rączki na szyi i okrzyk radości „mama” jak wraca się z pracy :)

  8. ~m

    Ja sama wychowałam i nadal wychowuję dwóch chłopców.Nie raz mi było ciężko ,nawet nie było komu sie wypłakać bo wszyscy uważali,że sama zgotowałam sobie taki los.Jeżeli w pełnej rodzinie ciężko jest wychować dziecko,to proszę sobie wyobrazić co czują samotni rodzice,którzy wychowanie dzieci muszą pogodzić z pracą i obowiązkami w domu.

  9. ~mama Igi

    Ja dołączam jako mama dwulatki i podpisuję się pod wszystkim.
    Obecnie mąż po operacji kolana leży, ja po pracy wracam i wszystko do ogarnięcia. Zaczęłam podziwiać kobiety czy też ojców, którzy samotnie wychowują dziecko.
    U nas układ partnerski był od samego początku i tatuś zaangażowany w dom i opiekę nad dzieckiem. Obecnie wszystko spadło na mnie i mam dość;-).
    Z seksem od samego początku po porodzie był problem. Bo ja padam na twarz wieczorem. Mimo, że mała ma 2 lata u mnie nic się w tym temacie nie zmienia, niestety;(. Pozdrawiam:)

  10. ~Teo

    Jestem już babcią. Kiedyś wszystko było normalne. Matki zajmowały siędziećmi.Nie miały zwolnienia lekarskiego przez całą ciążę. Miały tylko 16 tygodni urlupu miacierzyńskiego itp. Nie miały pampersów, mleczka rozrabianego w kilka sekund, tylko mleko w proszku w którym robiły się krupy, które długo się rozcierało itp.
    Teraz są same cierpiętnice.

    • ~anna

      Tylko ze dawniej do pomocy pawie kazda Mama miala swoja Mame lub kogos bliskiego. Nie chce narzekac bo sama tak sobie zycie ulozylam ale niech mi Pani powie czy nie miala by Pani czasami dosc majac 2 bardzo malych dzieci i zadnej pomocy maz cale dnie w pracy czasami 7 dni w tygodniu rodzice rodzina tysiace km od nas. Jestem z dziecmi 7 dni w tygodniu 24 h na dobe wszystko robimy razem nie zwyboru z przymusu. Przez cale 4 lata nie mialam 1 dnia gdy ktos zajal sie moimi Dziecmi a ja moglam robic co chcialam.

    • ~Mała MI

      Tylko proszę zwrócić uwagę na to, że życie było inne, ludzie byli inni… kilkuminutowy płacz dziecka nie stawiał na nogi całego bloku i nie budził podejrzeń zwyrodnialstwa i znęcania się nad dzieckiem. Dziecko popłakało i przestało, bo przecież trzeba było rozetrzeć gródki w mleku i chwilę pogotować…
      Dziś potrafi do drzwi zapukać policja w momencie, kiedy dziecko ma kolki i ręce matki czasami nie pomagają.
      A kto po tych 16 tygodniach zostawał z dzieckiem, kiedy mamusia wracała do pracy a dziadków w pobliżu nie było? Niania? Bo z tego co wiem, to zazwyczaj kobiety siedziały w domu do momentu aż dziecko nie poszło do przedszkola, albo zerówki…. w między czasie rodziły drugie dziecko i kolejne lata w domu. Dziś po macierzyńskim trzeba wracać do pracy, żeby nie wyrzucili na zbity pysk a z wypłaty opłacić nianię… Dlatego gadanie o tym, że teraz, to są same cierpiętnice świadczy o tym, jak mało zna się dzisiejsze realia…

  11. ~przyszła mama

    A mnie dziwi to narzekanie. Nasze mamy i babcie nie miały tylu przydatnych rzeczy, które nam teraz dają więcej czasu. One musiały wszystko robić ręcznie, a były bardziej zadowolone z życia niż teraźniejsze mamy – wiem bo pytałam. Więc nie narzekać tylko się cieszyć, bo to już nie wróci no chyba, że będzie kolejne dziecko :P

  12. ~Mała MI

    Urodziłam synka 8 miesięcy temu. Dwa lata przed ciążą założyłam swoją działalność, na czas ciąży niestety zwolnienie lekarskie, po narodzinach Małego trzy miesiące w domu i do pracy ( Synek zostaje z nianią). Trzy pierwsze miesiące mały cierpiał z powodu kolek. Istny koszmar… wił się z bólu, ciągle płakał a ja razem z nim. Mąż również prowadzi własną działalność i większość czasu pochłania Jego praca. Bywało tak, że nie mogłam się ubrać, zjeść a nawet wyjść do łazienki, bo nie chciałam dać Małemu płakać. Jak tylko kolki odeszły w siną dal, wzięłam się w garść i zaczęłam pracować. Nie po to, żeby wyrwać się od dziecka, ale mimo wszystko jednak po to, żeby się ” nie zasiedzieć” i odbudować poczucie własnej wartości, bo chyba nikomu nie trzeba mówić, jak czuje się kobieta, która czasami nie miała czasu się wykąpać, zjeść, nie wspomnę o kosmetycznych aspektach… Godziny pracy ograniczyłam do minimum, ale mam czas na to, żeby o siebie zadbać, iść do fryzjera, czy na „ciuchowe” zakupy.Jak tylko wracamy z mężem do domu, wyrywamy sobie Niunia z rąk i sprzeczamy się, bo obydwoje chcemy przewinąć, nakarmić, poczytać…
    Niby nie ma mnie w domu ok 5-6 godzin z czego mały ok 3 godziny przesypia i nie odczuwa mojego braku a życie zmienia się 360 stopni. Szczęśliwa, spełniona, zadbana i uśmiechnięta mama, to szczęśliwe i uśmiechnięte dziecko…

  13. Ha! Ja też kiedyś myślałam, że dziecko to coś co cementuje związek. W końcu co ma myśleć 12-15 latka, jak widzi, że każdy w rodzinie co zaciążył to w pośpiechu organizuje wesele? Dopiero po latach z obserwacji i z kobiecych rozmów przy winku wynikło, ze każda nieścisłość, niedomówienie, niezgodność czy różnica charakterów, która wcześniej powodowała małą kłótnię/foch/niewielką burzę, przy dziecku urasta do rangi bardzo dużego problemu i wielkich wojen, które skutkują wyrzucaniem z siebie frustracji i narastających przez poprzednie lata żalów do siebie. A jeszcze po jednej i drugiej stronie, za tarczę robi dziecko.

  14. ~Izabela

    Zazdroszczę Ci. Ty przynajmniej mogłaś butelkę komukolwiek w łapę wcisnąć i mieć czas dla siebie. Ja karmiłam piersią :D. I to każde dziecko dość długo. Ostatnie 3 lata :P.

  15. ~magatek

    He he he, jak tak czytam wpisy to widzę że wcale nie jestem sama. Mój kochany pierw twierdził ,,a co to jest siedzieć z dzieckiem w domu” po pół roku doszedł do wniosku że jednak ,,trochę mi ciężko musi być”. Obecnie mała ma 2 latka a za 2 miesiące będzie mieć siostrę i mój mąż musiał z nią zostać 3 dni sam. Ja w tym czasie ,,wypoczywałam” w szpitalu. Po tym ,,urlopie” jak zobaczyłam dom to myślałam że zemdleję, dobrze że chociaż mała nie była zagłodzona i czysta bo niestety reszta to istny armagedon i dopiero teraz stwierdził że przy dziecku to jest za……ol a jak do tego doliczyć normalne funkcjonowanie domu to normalny człowiek wysiada po 12 godzinach. A więc drogie mamy jesteśmy niesamowite(tłumacz-nienormalne), że potrafimy ogarnąć dom/mieszkanie, dziecko i jeszcze znaleźć chwilę czasu dla siebie:) A te które dodatkowo pracują to pewnie są kosmitkami wg niektórych panów;)

  16. ~Luiza

    No to ja jestem dziwna, bo mnie się chciało dużo seksu, ale miałam cesarkę więc krocze mnie nie bolało, brzuch zresztą też nie bolał raczej. No i spać mi się chciało…

  17. ~meisen

    Ja chyba powinnam swojemu dziecku pomnik wybudować bo w 1 roku życia przeczytałam przy nim więcej książek niż kiedykolwiek indziej :) – po prostu musiał mnie słyszeć i widzieć i była cisza. A do tego od 18-24 miałam czas na sen bo wtedy podrzucałam dziecko i butelkę mężowi i jakoś nie przyszło mi do głowy pytać co on na to, a że łagodnością nie grzeszę więc sprzeciwów nie było :)

  18. ~alicja

    Ja kiedyś usłyszałam dobrą radę, że męża należy traktować jak swoje najmłodsze dziecko. Ewnetualnie nad łóżeczkiem dziecka powiesić napis: Mój mąż jest dla mnie najważniejszy. Dzieci szybko dorosną, a my zostaniemy… Myślę, że jest to najtrudniejsze przy pierwszym dziecku, gdy nie mamy jeszcze doświadczenia. Jednak dla dzieci nasza wzajemna relacja jest najlepszą szkołą miłości i dlatego warto w nią inwestować. A tak na marginesie – wiem, że czasem jest ciężko – właśnie oczekujemy narodzin czwartego dzieciątka;)

  19. ~gaja81

    Poczytałam i jak widzę praktycznie każda mama ma podobnie :) Pamiętam jak urodziłam trzecie dziecko – synka – pięknie rozwrzeszczanego i domagającego się uwagi non stop i jak mąz wrócił z pracy i „przejmował” młodego a ja znajdowałam sobie 1000 innych zajęć byle nie nosić go non stop na rękach :P Niestety macierzyństwo to nie widok z obrazka w kolorowym magazynie a ciężka robota gdyby było inaczej większość mężczyzn tez nie „uciekałaby” z domu. Mój mąż to albo nagle musiał po godzinach siedzieć albo miał TYLE roboty w garażu albo na podwórku, że głowa boli. I także nasłuchałam się , że on pracuje a ja siedzę w domu „bo co to takiego zajmować sie dziećmi”, zmieniło mu sie jak wróciłam do pracy a troje dzieci miał do ogarnięcia bo ja wracałam później od niego, mieszkanie w rozsypce, zimno, głodno i chłodno i jęcząca trójka dzieci :P

    • Oj,i ja pamiętam chwile kiedy mycie naczyń było relaksującym zajęciem… wszystko byleby uciec na chwilę od matkowania, wyczekiwanego, upragnionego…ale przecież to normalne że każda z nas chce być po prostu dla siebie,
      zdrowy egoizm to się nazywa

  20. U nas co prawda licytacji nie ma, ale za to jeśli o seks chodzi, to cóż… podziwiam kobiety, które po nieprzespanych nocach, wiecznie zabiegane, mają wieczorem ochotę na harce i swawole. Moja koleżanka szybko zabrała się po porodzie do roboty twierdząc, że od seksu się chudnie. Owszem, od seksu samego w sobie może i tak. Ale od konsekwencji, jakie mogą się pojawić ja przytyłam raz 26 kg, a teraz 18 :D

  21. ~zuzoon

    Aaaaamen ;) niestety. Duzo sie zmienia. U nas licytacja trwa. Najpierw bylo „bo ty siedzisz w domu”, teraz jak pracuje, po powrocie ogarniam dom i dziecko i bloga i inne sprawy. Spie srednio 5h z przerwami to uslyszalam „pracujesz ale siedzisz na dupie przy biurku” Tadam! Zeby nie bylo-przemyslal i przeprosil pozniej.

  22. ~passionatka

    Ja też z utęsknieniem czekam aż mąż wróci z pracy i przejmie „pałeczkę” :) Na szczęście, twierdzi, że dla niego to sama radość, przyjemność i relaks. Dla mnie zaś chwila dla siebie i dla domu (czytaj: ogarnij pranie, sprzątanie, prasowanie i co tam jeszcze zostawiłaś na potem, a jak wystarczy czasu to napisz coś na blogu albo wciągaj brzuch i fikaj z Ewką Ch. po pokoju). Sprawy łóżkowe coraz lepiej – choć nasz Smyk często wyczuwa atmosferę i już przy rodziców grze wstępnej zaczyna się wiercić w łóżeczku po to by zaraz oderwać matczyną pierś z uścisków męża i przyssać się do niej małymi usteczkami :)

    • ~hell

      Ostatnie słowa mnie powaliły, trochę wstrętnawe tu seks, a tu karmienie. Nie macie drugiego pokoju, musicie to robić przy dziecku?

      • ~passionatka

        Dziecko ma zaledwie 5 m-cy i nawet osobne pokoje nie gwarantują nam, że będzie spał jak aniołek i nie zawoła mamusi :)

        • ~hell

          Co nie zmienia faktu, że w jednym łóżku leży dziecko a obok uprawiacie seks. To JEST WSTRĘTNE i sorry ale jakieś chore jeśli dziecko jest na tyle blisko by dotykać rodziców. 5 miesięczne dziecko dużo śpi i zawsze można znaleźć czas dla siebie w INNYM pomieszczeniu albo chociaż jakoś zasłonić dziecko. Dawniej na zabitych dechami wsiach rodzice spółkowali pod pierzyną a dzieci spały w nogach łóźka.

          • ~passionatka

            A gdzie ja napisałam, że śpimy w jednym łóżku?! Syn śpi w swoim łóżeczku, w drugim kącie pokoju :) Nic nie widzi i nie słyszy bo ma nad łóżeczkiem moskitierke a my jesteśmy na prawdę cicho. To że napisałam iż wyrywa moją pierś z uścisków męża to była tylko taka przenośnia, nie miałam na myśli dosłownego znaczenia. Po prostu czasem trzeba przerwać czułości, wstać do dziecka, dać mu jeść i ponownie utulić do snu. Nie widzę w tym nic wstrętnego.

          • ~Ghoopee

            To przewrażliwienie. Oczywiście wszystko zależy od kontekstu kulturowego. W. Cejrowski ukazywał, że Dekalog w licznych społecznościach Indian brzmi nieco abstrakcyjnie. Jak tu mówić np. o kradzieży, gdy wszystkie dobra materialne są wspólne i każdy może użytkować rzecz, którą dostrzegł. Jak mówić o cudzołóstwie, gdy istnieje pełna kontrola społeczna i wszyscy przebywają ciągle razem i po 20 osób mieszka w jednym szałasie, w tym szwagrowie, kuzyni. Pary śpią w jednym hamaku i chcąc się kochać nie zważają, czy wszyscy w namiocie zasnęli, w tym własne dzieci. To jest naturalne i nikt nie robi sensacji, a dzieci ani nie przechodzą z tego tytułu traumy, ani nie rozpoczynają współżycia zanim dojdzie do oficjalnych zaślubin. Podany przykład oczywiście można zakwestionować, jako wynikający z odmiennych realiów niż reprezentuje cywilizacja europejska. Jednak unikałbym wypowiadania się z wyższością i protekcjonalizmem w stosunku do społeczności z okolic równika. Przecież dojście do współczesnych technologii i poziomu rozwoju w alternatywnej rzeczywistości mogło się toczyć w innych warunkach kulturowych. Kulturowych, a nie moralnych, gdyż moralność nie ma tu nic do rzeczy – ci Indianie nie robią nic złego i są bardziej moralni niż większość Chrześcijan. Absolutnie nie proponuję uprawiania seksu przy dziecku, ale warto mieć większy dystans do zagadnienia i nie reagować alergicznie na drobne przejawy uczucia rodziców przy tak małym dziecku. A nawet przy większym. Ja tego nie doświadczyłem, ale przypominam sobie relację, którą kiedyś przeczytałem. Osoba ta wspomina do dziś z rozrzewnieniem chwilę, gdy jako nastolatka podejrzała przez przypadek zadowolenie mamy, którą ojciec objął, biorąc ją za piersi i całując w szyję. Uzmysłowiła sobie, ze rodzice są seksualni i się bardzo kochają, a nie tylko pełnią wyznaczone rodzicielskie role społeczne.

          • ~SZUR

            porąbana jakaś jesteś!”WSTRĘTNE” …phi! dziecko jak by nie patrzył,jest owocem seksu…a taki maluch w tym samym pokoju to nie zbrodnia.Rodzice się przytulają,kochają,same pozytywne emocje-które wręcz powinny być w normalnej rodzinie-dziecko dorasta i uczy się w domu-związków,uczuć,seksualności itd…nie było tu mowy o dzikiej orgii w jednym łóżku z niemowlakiem!fakt,niektórzy rodzice kitrają się po kątach,kołdra na łeb,bo jeszcze nie daj boże dziecko się dowie,że tatuś kocha mamusię fizycznie…a potem z takich domów wychodzą zimne ryby ubogie emocjonalnie.

    • ~ewa

      Czyli facet pracuje na etat, ty w tym czasie zajmujesz sie dzieckiem. PO powrocie on dalej „pracuje” zajmujac sie a ty masz czas wolny? Nie ma to jak sprawiedliwy podzial rol…

      • Agni

        Przepraszam a to dziecko to tylko moje? Facet wracając z pracy i przejmując opiekę nad dzieckiem wypełnia swój rodzicielski obowiazek. Jak napisałam – w rodzicielstwie też istnieje równouprawnienie. :)

        • ~orient

          Skoro mąż przejmuje opiekę nad dzieckiem, to ty powinnaś się udać do pracy. Obowiązek współuczestnictwa w finansowym utrzymaniu rodziny też istnieje.

          • ~tofog

            Jest coś takiego jak zasiłek macierzyński. Kobieta otrzymuje świadczenie w czasie urlopu macierzyńskiego (trudno byłoby jej wówczas chodzić do pracy) i w ten sposób współfinansuje utrzymanie rodziny. Oczywiście wcześniej płaciła składki na ubezpieczenie, aby taki zasiłek otrzymać.

        • ~passionatka

          Dokładnie. Poza tym dla wielu ojców opieka nad dzieckiem, którego się nie widziało niemal cały dzień (czy te etatowe 8h) to czysta przyjemność :) Nie widzę innego rozwiązania. W przeciwnym wypadku mielibyśmy tatusia weekendowego, który to tylko w dni wolne od pracy zajmuje się dzieckiem i jak przyjdzie co do czego, to nie potrafi mu nawet pieluchy zmienić czy gili z noska odciągnąć!

          • ~nie ma 100% równouprawnienia

            jak mężczyzna zacznie mieć okres ponosi dwie ciąże i urodzi dzieci to ja zacznę nosić szafy:)))

          • ~kłos

            a jak często się wynosi szafę? przy przeprowadzce, przy kupnie nowej? pewnie raz na kilka lat. A prać, sprzątać, gotowac, trzeba codziennie. Poza tym kobiety też potrafią. Powoli,w swoim tempie, ale wykonuja ” męskie” obowiązki- też wynosiłam szafki po schodach. Więc stop męskiemu lenistwu – i do garów faceci:)

          • ~tofog

            Co równouprawnienie ma wspólnego z faktem, że mężczyźni mają zazwyczaj więcej siły niż kobiety? Co to za argument? Czyli co – jesteście słabsze fizycznie, to nie możecie mieć takich samych praw jak my? Przecież to absurd. Przestańcie Panowie powtarzać ten banał, bo nie ma w nim żadnego sensu.

  23. A smaczku dodaje fakt, że tekst publikujesz nazajutrz po Dniu Ojca.
    Gdyby tak małżonek zechciał zostawić tu swój komentarz w tej sprawie, to byłoby dopiero wydarzenie co się zowie.
    Pozdrawiam obydwoje

  24. Masz absolutną rację. Kiedy mój mąż wraca po całym dniu z pracy, ja często jeszcze walczę, a to gary, a to prasowanie, i naprawdę nie mam siły na nic. Ledwo co doczołgam się do łazienki. Staram się zrozumieć jego, bo mało nas widzi, a dużo pracuje, ale czasem mam wrażenie, że on nie chce zrozumieć mnie. Byłoby idealnie jakbym miała jeszcze siły na dzikie chędożenie na pralce, a mnie się ledwo chce usta w dziubek złożyć ;)

    • bardzo mądry post.
      Dziecko zmienia wszystko i niekiedy trudno się z tym pogodzić.
      Ale dziecko w większości bardzo umacnia związek (mimo trudności, zmęczenia).
      Mnie najbardziej szokuje wygląd wielu młodych matek (niestety).
      Nie mówię o nadmiernej tuszy (bo ta jest wręcz powszechna) ale o ogromnym zaniedbaniu.
      Wychodzą na spacery w powyciąganych dresach obcisłych legginsach, których nawet w samotności nie powinny nosić a co dopiero wychodzić na ulicę.
      A do tego zbyt krótkie bluzki spod, których wylewają się brzuchy.
      A obok idzie normalny, szczupły mężczyzna (pewnie ojciec dziecka)
      Szokujące zestawienia.
      Przepraszam za uwagi i skojarzenia ale potem nie ma się co dziwić, że taki facet szuka innej (bo nie „widziały gały co brały” a brały najczęściej zadbaną dziewczynę)
      Pozdrawiam

    • ~AB

      drogie panie, skoro jest tak tragicznie to po co miałyście parcie na macierzyństwo, trzeba było żyć dalej swoim fajnym życiem bez obowiązków… naprawdę myślałyście, że będzie lekko i przyjemnie? dziecko się samo nie wychowa… trzeba skakać przy nim jak maupa… a do tego trzeba dojrzeć..także z mężem czy bez, trzeba się ogarnąć i sobie radzić samemu…. gdzie niegdzie istnieje też taka instytucja jak samotna matka, uważam, że takie kobiety to dopiero mają p…bane…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>